Posts Tagged ‘Australian Open’

1497976_10151882834195811_937026750_o26 stycznia 2014 r. zapisze się na zawsze w życiu Stanislasa Wawrinki. 28-letni Szwajcar wygrał pierwszy w karierze turniej Wielkiego Szlema, pokonując w finale Australian Open Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 3:6, 6:3. Od poniedziałku Wawrinka będzie numerem trzy w światowym rankingu ATP – po raz pierwszy w życiu będzie notowany wyżej niż jego sławny rodak, Roger Federer. Jednak swoje bohaterstwo nad Rod Laver Arena pokazał też Nadal.

Dla Wawrinki sam awans do finału turnieju Wielkiego Szlema był już życiowym osiągnięciem. Szwajcar całe lata żył w cieniu Rogera Federera, najlepszym jego wynikiem był półfinał US Open w 2013 roku, o czym nie tak dawno wspominałem na blogu. Tymczasem w Australii 28-latek w ćwierćfinale ograł Novaka Djokovica, sprawiając ogromną niespodziankę, później znalazł patent na Tomasa Berdycha.

Wawrinka grał w Australian Open najlepszy tenis w swoim życiu, a zdaniem wielu ekspertów, to i tak miało nie wystarczyć na Rafaela Nadala. Hiszpan, walczący z kontuzją lewej dłoni, na której roiło się od pęcherzy, w półfinałowym pojedynku w świetnym stylu pokonał Rogera Federera. Przed niedzielnym pojedynkiem, „Rafa” dwunastokrotnie mierzył się z Wawrinką i wszystkie mecze wygrywał. Nie oddał rywalowi ani jednego seta. Jednak każda passa się kiedyś kończy.

Kibice oglądający pierwszy set niedzielnego finału, musieli przedzierać oczy ze zdumienia. Wawrinka dawał z siebie wszystko, a Nadal zdawał się być zagubionym na korcie. Szwajcar dość łatwo pokonał wyżej notowanego rywala i w głowie pojawiło się pytanie – czy to tylko wypadek przy pracy, czy w drugiej partii Hiszpan weźmie się za odrabianie strat? W końcu Nadal, który ma na swoim koncie trzynaście tytułów wielkoszlemowych, triumfował w Australii tylko raz – w roku 2009. Gdyby teraz powtórzył to osiągnięcie, zrobiłby kolejny krok w zrównaniu się z rekordem Federera (siedemnaście tytułów Wielkiego Szlema).

Odpowiedź na pytanie, czy Hiszpan się odrodzi, poznaliśmy już w drugim secie. Po jednej z akcji Nadal chwycił się za plecy, z każdą akcją na jego twarzy było widać coraz większy grymas bólu, pojawiły się nawet łzy, aż w końcu lider rankingu ATP poprosił o pomoc medyczną. Wydawało się, że Wawrinka lada moment położy rywala na „deski” – Nadal nie był w stanie dobiegać do piłek, do większości nawet nie ruszał, jego podanie momentami leciało w kierunku Szwajcara z prędkością 120 km/h, czyli taką jaką osiągają 14-15 letni juniorzy. W tej sytuacji Wawrinka mógł zrobić niemal wszystko, wygrywając drugiego seta 6:2.

Czy w tej sytuacji rozgrywanie trzeciego seta miało w ogóle sens? Wielu oglądających transmisję na Eurosporcie, liczyło w tym momencie na krecz Nadala, bo zmagający się z własnymi słabościami Hiszpan, nie był godnym rywalem dla Wawrinki. Zwycięzca Australian Open z 2009 roku ponownie jednak wyszedł na kort… i zadziwił publikę. Z pewnością pomogły mu środki medyczne, które otrzymał w trakcie drugiego seta, ale jego gra stała się lepsza. Wciąż nie dobiegał do niektórych piłek, ale jeśli tylko inicjatywa była po jego stronie, to potrafił zdobyć punkt. W takich warunkach zagubił się też Wawrinka, który przed spotkaniem nie rozrysował sobie takiego schematu gry Nadala. I tym samym po chwili kontuzjowany Nadal prowadził 3:0, ostatecznie wygrywając trzecią partię 6:3.

Widząc walkę Hiszpana z bólem, pomyślałem o tatuażu… który na swojej ręce ma Wawrinka! „Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail Better” – piękne słowa Samuela Becketta. Nadal w swojej karierze upadał już kilkakrotnie, głównie z powodu problemów z kolanami, przez które stracił niemal cały 2012 rok. Dlatego też nie mógł tak po prostu odpuścić, skreczować. Nie byłoby to w jego stylu, nie po to publiczność przybyła na Rod Laver Arena, by opuszczać ją po rozegraniu zaledwie połowy spotkania. Wprawdzie czwarta partia padła łupem Wawrinki, który tym samym triumfował w całym Australian Open, ale nawet w niej nie zabrakło boju o przetrwanie Nadala. Szwajcar przełamał rywala na 4:2 i wydawało się, że Nadal znów jest na kolanach. Tymczasem po chwili Hiszpan odpowiedział mu tym samym i nadzieje znów odżyły. Na krótko. Dwa kolejne gemy wygrał Wawrinka.

Dopiero po zakończeniu zawodów Nadal przyznał się, że od początku spotkania zmagał się z kontuzją pleców, której nabawił się na rozgrzewce. – Ostatnia rzecz, jakiej chciałem w tym momencie, to skreczować. Nie cierpię tego robić, a tym bardziej w finale. To był bardzo trudny moment, bo po całym roku ciężkiej pracy, przyszedł ten długo oczekiwany moment, a ja czułem, że nie jestem w stanie pokazać wszystkiego, na co mnie stać. To nie jest jednak odpowiedni moment, aby o mówić o mojej kontuzji. To chwila, aby pogratulować Stanowi. Grał niesamowicie i naprawdę zasłużył na ten tytuł – powiedział Nadal, a jego przyjaciel z kortu nie pozostał mu dłużny. – Bardzo mi przykro z twojego powodu. Wierzę, że z twoimi plecami wkrótce wszystko będzie w porządku. Jesteś wspaniałym przyjacielem i wielkim mistrzem. W zeszłym roku zabrakło cię w tym turnieju, a teraz wróciłeś w wielkim stylu – stwierdził Wawrinka.

W jednym Szwajcar na pewno miał rację – Nadal jeszcze wróci. Kolejny Wielki Szlem to Roland Garros, prywatne królestwo Hiszpana, który triumfował w Paryżu w latach 2005-2008 i 2010-2013. I jeśli tylko mu zdrowie dopisze, to będzie kandydatem numer jeden do zwycięstwa także i w 2014 roku. A tymczasem pogratulujmy Wawrince pierwszego wielkoszlomowego tytułu, bo w finale tegorocznego AO nie znalazł się przypadkowo i grał w Australii naprawdę dobry tenis.

Reklamy

ObrazekAustralian Open wchodzi w decydującą fazę. Przed nami mecze półfinałowe i wśród mężczyzn nie zobaczymy Novaka Djokovica, jeszcze więcej niespodzianek mamy w kobiecej drabince – w niej próżno szukać Sereny Williams, Viktorii Azarenki i Marii Sharapovej. To najlepszy dowód na to, że sport jest nieprzewidywalnie piękny.

W ćwierćfinale męskiego Australian Open doszło do pojedynku Novaka Djokovica z Stanislawem Wawrinką. Serb, rozstawiony z numerem drugim, wygrywał w dwóch poprzednich edycjach turnieju na Rod Lawer Arena. I wydawał się głównym faworytem do zwycięstwa także i w tym roku, choć najwyżej rozstawionym tenisistą w Australii jest Rafael Nadal. Jednak to Djoković uznawany jest za specjalistę od twardej nawierzchni, a klimat australijski wyraźnie mu służy.

Wawrinka przy Djokovicu wyglądał niczym Kopciuszek. Szwajcar, niezwykle barwna postać w świecie tenisa, ma swoich zagorzałych fanów. Zawsze waleczny, z zaledwie jednym wielkoszlemowym półfinałem na koncie (US Open w 2013), zawsze w cieniu wielkiego rodaka Rogera Federera. Być może stąd wziął się tatuaż na lewej ręce 28-latka, który głosi „Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail Better”. Właśnie te próby i upadki było widać w poprzednich meczach Szwajcara z Serbem. Obaj spotykali się ostatnimi czasy w różnych turniejach, toczyli wyrównane pojedynki, ale w decydującej fazie wychodziło lepsze przygotowanie kondycyjne Djokovica, który znajdował sposób na ogranie „Stasia”.

Aż w końcu na początku 2014 roku Wawrinka w ćwierćfinale US Open pokonał Djokovica. Szwajcarski finał w Wielkim Szlemie? Kto wie. Wystarczy, że Wawrinka upora się z Tomasem Berdychem, a w drugiej połówce Federer okaże się lepszy od Nadala. Może to wydawać się scenariuszem do filmu sci-fi, ale do niedawna podobnie fani tenisa reagowaliby na wieść, że Djoković odpadnie z AO na etapie ćwierćfinału. Sport jest piękny, bo jest nieprzewidywalny, dlatego po ostatnich wynikach, pewniaków w Australii nie ma.

BegEM2xCYAATudE

Świadczą o tym także wyniki wśród kobiet. Zeszły rok w damskim tenisie należał do Sereny Williams, która losowo niszczyła rywalki na korcie. Niezależnie czy przychodziło się jej mierzyć z Wiktorią Azarenką, Marią Szarapową czy Agnieszką Radwańską. Tym razem Amerykanka musiała uznać wyższość Any Ivanović. Wielki comeback Serbki, która kilka lat temu była numer jeden rankingu WTA? Nic bardziej mylnego. W ćwierćfinale Ivanović przegrała z rewelacją turnieju, 19-letnią Eugenie Bouchard. Młoda Kanadyjka w półfinale zmierzy się z Na Li i faworytką nie będzie, ale podobnie było w poprzednich turniejach. Czy na Rod Lawer Arena dojdzie do kolejnej niespodzianki?

Do nich należy na pewno także wyeliminowanie Marii Sharapovej przez Dominikę Cibulkovą. Słowaczka w półfinale zmierzy się z… Agnieszką Radwańską, bo na koniec wypada opisać najmilszą dla polskich fanów niespodziankę. Gdy z turnieju odpadły Williams i Sharapova, można było narzekać, że „Isia” nie jest w tym roku rozstawiona z numerem czwartym, bo miałaby niezwykle łatwą drogę do półfinału. Tymczasem w ćwierćfinale czekał ją pojedynek z Wiktorią Azarenka. Zwyciężczyni turnieju sprzed roku wygrywała spokojnie kolejne mecze, a niektóre rywalki traktowała niczym sparingpartnerki (6:1, 6:0 z Yvonne Meusburger). Miała też niezwykle pozytywny bilans pojedynków z Polką.

Przed środowym spotkaniem, Azarenka wygrała dwanaście z piętnastu spotkań. Radwańska ostatni mecz wygrała w 2011 roku, w pozostałych przypadkach nie potrafiła poradzić sobie z niezwykle agresywnym stylem gry Białorusinki. Była liderka rankingu WTA raz po raz znajdowała sposób na defensywną grę krakowianki. Jednak każda seria kiedyś dobiega końca – od teraz bilans meczów to dwanaście wygranych Azarenki i cztery Radwańskiej. Polka zaskoczyła wszystkich, jest od krok o gry w finale Wielkiego Szlema. Na Wimbledonie w roku 2012 jej rywalką była Serena Williams, teraz Radwańska, jeśli wygra z Cibulkovą, wyjdzie na kort z Li lub Bouchard.

Faworytkami półfinałów są Li i Radwańska. Chinka, zdaniem bukmacherów, ma także największe szanse na sukces w Australian Open. Kurs na jej zwycięstwo wynosi 2.00, szanse Polki oceniane są nieco niżej – za postawionego funta można wygrać 2,75. Tylko czy bukmacherzy mają rację? W końcu ostatnie dni pokazały nam, że w sporcie niczego nie można się przewidzieć.