Archive for the ‘Uncategorized’ Category

W 2011 roku podczas wyścigu o Grand Prix Malezji dochodzi do wypadku Marco Simoncellego. Zaraz za Włochem jadą Colin Edwards oraz Valentino Rossi. Czasu na reakcję nie mają. Wjeżdżają w upadającego „Sica”, w wyniku czego doznaje on poważnych obrażeń wewnętrznych i umiera.

Na torze Sepang przebywał Paolo, ojciec Marco. Z boksów obserwował akcję służb medycznych na torze, potem dowiadywał się o trwającej 45 minut reanimacji „Sica”, aż w końcu przyszło mu odbierać kondolencje od przyjaciół i rywali.

W Malezji doszło nawet do przykrej sytuacji. Jedna z kamer uchwyciła jak sanitariusze, którzy transportują ciało Simoncellego do karetki, upuścili nosze. Część kibiców miała im to za złe. Komentowała, że mogło to pogłębić urazy Włocha. Paolo Simoncelli zachował jednak klasę. – Byłem tam. Stałem jakieś dziesięć metrów od toru. Marco już wtedy nie żył i wiem, że to niczego nie zmieniło. Potem podszedłem tylko do karetki i powiedziałem „Ciao Marco” – skomentował ze spokojem tę sytuację. Wbrew spekulacjom włoskich tabloidów, rodzina Marco nie wytoczyła sanitariuszom procesu za to zachowanie.

W Malezji obecna była również Kate, dziewczyna Marco. – Marco chciałby pewnie, żebym w tej sytuacji powiedziała „takie są wyścigi” – mówiła ze łzami w oczach. Jednak to ona w kolejnych miesiącach i latach sprawiła, że pamięć o „SuperSicu” nie ginie. Kate założyła fundację Marco Simoncellego, która sprzedaje gadżety z podobizną Włocha. Dzięki zebranym środkom, fundacja utrzymuje kilka sierocińców i szpitali w ubogich zakątkach świata.

Z kolei ojciec Marco Simoncellego zajął się szkoleniem młodych zawodników. Obecnie Paolo jest szefem zespołu, który startuje w mistrzostwach Włoch, ale już w sezonie 2017 „SuperSic Team” ma wystartować w mistrzostwach świata Moto3.

Po pięciu latach w MotoGP doszło do kolejnej tragedii. Tym razem w Moto2 – na torze w Barcelonie śmierć poniósł Luis Salom. Telemetria z jego motocykla wykazała, że do wypadku doprowadziły nierówności na asfalcie. Zawodnicy od wielu lat wiedzieli, że nawierzchnia na obiekcie Catalunya nie była wymieniana. Pewnie po zakończeniu sezonu, wyciągając wnioski z tragedii 24-latka, w Barcelonie położony zostanie nowy asfalt. Być może nawet powiększona zostanie pułapka żwirowa w feralnym dwunastym zakręcie.

Rodzina Luisa Saloma nie feruje jednak żadnych wyroków, nie szuka winnych. To decyzja najbliższych „El Mexicano” sprawiła, że weekend wyścigowy w Barcelonie był kontynuowany po śmierci Luisa. – On by tego chciał – mówiła matka Hiszpana. W specjalnym oświadczeniu rodzina podziękowała wszystkim za udział w pogrzebie – kondukt żałobny na Majorce składał się z kilkuset motocyklistów.

– Luis wybrał ściganie się na motocyklu i ryzykował życie w tym sporcie. Miał jednak świadomość tego, co robi. Jego przedwczesna śmierć pokazuje nam jak kruche jest życie. Znamienne jest, że modlił się przed każdym wyjazdem, ale nie za siebie, nie za swoje zwycięstwo. Modlił się o dobro dla wszystkich zawodników – mówił w trakcie mszy pogrzebowej biskup Javier Salinas z Majorki.

Bo takie są sporty motorowe. Ułamki sekund i milimetry decydują o tym czy ktoś zostaje zwycięzcą, czy też przegranym. Pal licho, gdy przegrywa wyścig. Czasem najdrobniejszy błąd może spowodować, że ktoś straci życie. Taki jest urok sportów motorowych. Jednak przypadki rodzin Simoncellego i Saloma pokazują, że nawet w największej tragedii można znaleźć motywację, by zrobić coś dobrego.

Reklamy

Obrazek

Sobotni wieczór był niezwykle udany dla Taia Woffindena. Brytyjski żużlowiec wywalczył na torze w Toruniu złoty medal indywidualnych mistrzostw świata w jeździe na żużlu. „Woffy” zakończył rywalizację w cyklu Grand Prix z 151 punktami na koncie.

Przed zawodami w Toruniu tylko ogromny pech mógł zabrać Woffindenowi tytuł mistrza świata. Brytyjczyk miał 16 punktów przewagi nad drugim w klasyfikacji Jarosławem Hampelem, ale jego otoczenie wolało dmuchać na zimne. „Woffy” podczas ostatniego turnieju w Sztokholmie uczestniczył w wypadku, w wyniku którego ponownie złamał obojczyk i do Grand Prix Polski przystępował z kontuzją.

Jednak już po drugiej serii startów, w której Woffinden pokonał Hampela, stało się jasne, że Brytyjczyk został nowym mistrzem świata. – Jest spora różnica w moich wynikach między sezonami 2012 a 2013 i jestem tego świadom. To kwestia innych motocykli, przygotowania. Mam tych samych ludzi w swoim teamie. Świetną robotę wykonuje Jacek Trojanowski, który opiekuje się moim sprzętem i bardzo mi pomógł w osiągnięciu tego sukcesu – powiedział po zawodach brytyjski żużlowiec.

Woffinden nie ukrywał, iż jego najbliżsi także mieli spory wpływ na rozwój jego umiejętności. – Moja mama, moja dziewczyna – one też mnie wspierały i pomogły mi w odnoszeniu zwycięstw. Dzięki temu nie czułem tak dużej presji, mogłem poradzić sobie ze stresem i kolejne sukcesy przychodziły łatwiej. Teraz mogę powiedzieć – robota została wykonana – dodał „Woffy”.

W sezonie 2014 Woffinden będzie startować w cyklu Grand Prix z numerem jeden na plecach. Dla Brytyjczyka to spore wyzwanie, ale 23-letni zawodnik podkreśla, iż będzie gotowy na obronę mistrzowskiego tytułu. – Wiem już jakie to jest uczucie – być zwycięzcą. Dlatego czekam na kolejny rok i będę mierzył w obronę tytułu – podsumował zawodnik Betardu Sparty Wrocław.

Image

Wkrótce poznamy zwycięzcę żużlowej Elite League w sezonie 2013. Tymczasem brytyjscy działacze ostrzegają kibiców na Wyspach, że być może jest to ostatni rok, kiedy w lidze startują zawodnicy ze światowej czołówki. Wszystko z powodu kończącego się kontraktu sponsorskiego z telewizją Sky Sports.

Od wielu lat Sky Sports była głównym mecenasem brytyjskiego speedwaya, prezentując na swojej antenie rozgrywki ligowe i turnieje cyklu Grand Prix. Sytuacja uległa zmianie w tym sezonie, kiedy to szefowie brytyjskiej stacji postanowili nie przedłużać umowy w sprawie transmisji z indywidualnych mistrzostw świata. W ten sposób Grand Prix przeniosło się do brytyjskiej wersji Eurosportu.

Wraz z sezonem 2013 kończy się także umowa Sky Sports dotyczącą transmisji z Elite League. Rozmowy w sprawie jej przedłużenia utknęły w martwym punkcie. Jest to spowodowane m. in. faktem, że spadła atrakcyjność rozgrywek na Wyspach. Spora ilość spotkań, jakie co roku rozgrywane są w Wielkiej Brytanii, sprawiła, że najlepsi zrezygnowali z rywalizacji w Elite League. Obecnie w szeregach brytyjskich drużyn próżno szukać takich nazwisk jak Jarosław Hampel, Emil Sajfutdinow, Nicki Pedersen czy Tomasz Gollob.

Dlatego działacze już teraz ostrzegają, że poniedziałkowe mecze półfinałowe mogą być ostatnią okazją, aby zobaczyć na Wyspach żużlowców ze światowej czołówki. – Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, być może w najbliższej przyszłości nie będzie nam dane oglądać na Wyspach zawodników pokroju Darcy’ego Warda, Grega Hancocka, Hansa Andersena czy Maćka Janowskiego. Problem w tym, że ludzie w ogóle się nad tym nie zastanawiają, ale jeśli umowa ze Sky Sports nie zostanie przedłużona na podobnych warunkach, albo nie znajdzie się nowa telewizja w to miejsce, to będziemy musieli dokonać ogromnych zmian. Będzie nam brakować przychodów, które dotychczas gwarantował kontrakt z telewizją – powiedział w rozmowie z dziennikiem „Daily Echo” Matt Ford, promotor i właściciel Poole Pirates.

Liderem „Piratów” w tym roku jest Darcy Ward. Przez znaczną część sezonu młody Australijczyk był wspierany przez swego rodaka – Chrisa Holdera. W trakcie trwania rozgrywek „Chrispy” nabawił się jednak kontuzji i jego miejsce w drużynie zajął były mistrz świata – Greg Hancock. – Dla wszystkich osób, które myślą, że w przyszłym roku będą chodzić na żużel w Poole, aby oglądać Darcy’ego Warda, mam ostrzeżenie. Naprawdę istnieje spore ryzyko, że zabraknie go u nas. Dlatego fani mają jeszcze jedną lub dwie okazje, aby zobaczyć Australijczyka w akcji – dodał Ford.

W poniedziałkowy wieczór na Wyspach Brytyjskich zostaną rozegrane dwa mecze półfinałowe, które wyłonią finalistów tegorocznych rozgrywek Elite League. Birmingham Brummies zmierzy się na własnym torze z Wolverhampton Wolves, zaś Poole Pirates podejmować będzie Swindon Robins.

Miniony sezon nie był udany dla Jarosława Hampela. Czołowy polski żużlowiec złamał nogę, w wyniku czego stracił szansę walki o medal indywidualnych mistrzostw świata. Jego kontuzja pokrzyżowała także plany Unii Leszno w Enea Ekstralidze. Zimą „Mały” zmienił klub i liczy, że w barwach Stelmetu Falubazu Zielona Góra powróci na szczyt.

Rok 2011 był niezwykle udany w karierze Jarosława Hampela. Polski żużlowiec zdobył drugi w karierze medal indywidualnych mistrzostw świata – do srebra wywalczonego w roku 2010 dołożył brąz. Ponadto zdobył pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza Polski. Jednak o kolejnym sezonie „Mały” będzie chciał jak najszybciej zapomnieć – skomplikowane złamanie nogi, którego nabawił się podczas czerwcowego Grand Prix Danii w Kopenhadze, przekreśliło jego szanse na jakiekolwiek sukcesy w roku 2012.

W tym roku, już w barwach Stelmetu Falubazu Zielona Góra, Hampel liczy na odzyskanie dawnej formy. Niezwykle ważny okaże się niedzielny mecz Enea Ekstraligi, w którym zielonogórzanie zmierzą się na wyjeździe z beniaminkiem – Lechmą Startem Gniezno. – Na papierze jesteśmy naprawdę silni. Mamy w zespole kilku naprawdę dobrych zawodników, ale w polskiej lidze przed startem rozgrywek trudno mówić cokolwiek o szansach drużyny na sukces. Jeśli wszyscy będą w formie, to powinniśmy awansować do fazy play-off – powiedział Hampel w rozmowie z oficjalnym serwisem Speedway Grand Prix.

O sile Falubazu w tym sezonie ma stanowić trzech liderów. Obok Hampela będą to także Piotr Protasiewicz oraz Andreas Jonsson. Kluczowa będzie jednak postawa zawodników drugiej linii – Jonasa Davidssona, Krzysztofa Jabłońskiego, Mikkela B. Jensena i juniora Patryka Dudka. – Każdego z zawodników stać na dobry wynik. Mamy w zespole siedmiu dobrych żużlowców. Jednym zawodnikiem nie jesteśmy w stanie wygrać spotkania – dodał Hampel.

Sporą zagadką jest szczególnie postawa Mikkela B. Jensena. Młody Duńczyk zadebiutował już w cyklu Grand Prix, pomógł swojej reprezentacji w zdobyciu Drużynowego Pucharu Świata, ale w Enea Ekstralidze jest debiutantem. Przed rokiem młodego żużlowca można było oglądać w meczach II-ligowego ROW-u Rybnik. – Nie mogę powiedzieć zbyt wiele o Mikkelu, bo nie ścigałem się z nim jeszcze w Polsce. Myślę, że ma przed sobą świetną przyszłość, bo na torze jest niezwykle szybki. To na pewno jest dobra wiadomość dla mojego zespołu – stwierdził czołowy polski żużlowiec.

Hampel nie lubi zbyt często zmieniać klubów. W Lesznie startował począwszy od sezonu 2007 i w tym okresie zdobył z tamtejszą Unią dwa złote medale drużynowych mistrzostw Polski. – To dla mnie wielka zmiana. Wraz z moim transferem do Zielonej Góry, w moim życiu sporo się zmieniło. Falubaz to dobry zespół, a klub pomógł mi w załatwieniu wszystkich spraw związanych z przeprowadzką. Nie miałem jednak żadnych problemów, wszystko było pod kontrolą – podsumował nowy zawodnik Stelmetu Falubazu Zielona Góra.

speedwaygp.com

Zbigniew Suchecki jest nowym żużlowcem w kadrze Betardu Sparty Wrocław. Klub z Dolnego Śląska zdecydował się na podpisanie kontraktu z byłym zawodnikiem Wybrzeża Gdańsk, po tym jak pokazał się on z dobrej strony w meczach o utrzymanie w Enea Ekstralidze pod koniec sezonu 2012. Jak „Zibi” poradzi sobie w nowym klubie?

Pod koniec minionego sezonu drużyna Betard Sparty Wrocław zmierzyła się w meczach o utrzymanie w Enea Ekstralidze z Wybrzeżem Gdańsk. W spotkaniu rozegranym na Stadionie Olimpijskim z bardzo dobrej strony pokazał się Zbigniew Suchecki. Skuteczna jazda „Zibiego” sprawiła, iż wrocławianie złożyli nawet protest dotyczący tłumika, z którego korzystał wtedy żużlowiec. Okazał się on jednak regulaminowy i gdańskiej drużynie nie zabrano punktów zdobytych przez Sucheckiego.

Zimą wrocławianie ponownie zainteresowali się Sucheckim i zaoferowali mu kontrakt. „Zibi”, wobec spadku gdańskiej drużyny z najwyższej klasy rozgrywkowej, przystał na propozycję z Dolnego Śląska. W ostatnich dniach nowy zawodnik Betardu Sparty intensywnie trenował na Stadionie Olimpijskim, przygotowując się do inauguracji rozgrywek z Unibaksem Toruń. – Jechało mi się naprawdę dobrze. Wiadomo, że są to dopiero moje pierwsze wyjazdy na ten tor, stąd muszę spędzić trochę czasu na poszukanie odpowiednich ustawień, ale generalnie jestem zadowolony. Jak już pogrzebałem przy sprzęcie, jechałem coraz lepiej i szybciej – powiedział za pośrednictwem oficjalnej strony klubu Sucheci.

Problemem wrocławian jest jednak mała ilość treningów. Przedłużająca się zima sprawiła, iż Betard Sparta odjechała tylko kilka treningów na własnym torze. Pozostałe drużyny z Enea Ekstraligi są w dużo lepszej sytuacji. – W tym roku aura była dla żużlowców wyjątkowo niekorzystna. Przed pierwszym meczem sezonu zawsze do tej pory miało się w zapasie kilka sparingów, które pozwalały lepiej się rozjeździć i dobrać sprzęt, ale tym razem nie mamy wyboru i musimy pojechać w Toruniu jak tylko potrafimy najlepiej – dodał były zawodnik klubu z Gdańska.

Suchecki znalazł się w parze z Tomaszem Jędrzejakiem w składzie na najbliższe spotkanie ligowe z Unibaksem Toruń. Czy obaj żużlowcy będą dobrze współpracować na torze? – Pojechaliśmy razem wczoraj i dzisiaj (we wtorek i środę – dop. aut.) i ta współpraca wygląda na razie bardzo fajnie. Będziemy się ciągle docierać i myślę, że nie będzie żadnych problemów pod względem zrozumienia na torze – podsumował zawodnik Betardu Sparty.

wts.pl

W najbliższą niedzielę zainaugurowane zostaną rozgrywki Enea Ekstraligi. W Toruniu zawodnicy miejscowego Unibaksu zmierzą się z Betard Spartą Wrocław. Poznaliśmy już składy awizowane na to spotkanie.

W zespole gospodarzy pod znakiem zapytania stoi występ Darcy’ego Warda. Zawodnik Unibaksu Toruń przed kilkoma dniami zanotował upadek podczas meczu na Wyspach Brytyjskich i nabawił się kontuzji nadgarstka. Z tego powodu Australijczyk nie wystąpił w ostatnich spotkaniach Elite League.

Z kolei Piotr Baron, menedżer Betardu Sparty Wrocław, decyzję odnośnie pierwszego składu na najbliższe spotkanie miał podjąć po piątkowym turnieju par, na którym mieli stawić się wszyscy zawodnicy wrocławskiej drużyny. Prognozy pogody nie są jednak korzystne i najprawdopodobniej piątkowe ściganie nie dojdzie do skutku. Dlatego Baron będzie musiał wybrać wyjściową siódemkę na podstawie wyników w ligach zagranicznych i treningów na wrocławskim torze.

Awizowane składy:

Betard Sparta Wrocław:
1. Tai Woffinden
2. Peter Ljung
3. Tomasz Jędrzejak
4. Zbigniew Suchecki
5. Troy Batchelor
6. Patryk Malitowski

Unibax Toruń:
9. Chris Holder
10. Kamil Brzozowski
11. Adrian Miedziński
12. Darcy Ward
13. Tomasz Gollob
14. Emil Pulczyński

Początek spotkania: godz. 18.

We wtorek zawodnicy Betardu Sparty Wrocław odjechali pierwszy, poważny trening na własnym stadionie. Z pierwszych jazd zadowolony jest kapitan wrocławskiej drużyny – Tomasz Jędrzejak. „Ogór” niedawno zmagał się z kontuzją nogi, ale żużlowiec powrócił już do pełnej sprawności.

Ostatnie tygodnie nie były udane dla Betard Sparty Wrocław. Przedłużająca się zima sprawiła, iż dolnośląska drużyna jako jedna z ostatnich ekip w Polsce wyjechała na własny tor. Dla Tomasza Jędrzejaka wtorkowe jazdy nie były jednak pierwszymi w tym sezonie – przed kilkoma dniami aktualny indywidualny mistrz Polski trenował gościnnie na torze w Grudziądzu.

Jędrzejak nie miał zbyt dużej konkurencji na wtorkowym treningu, gdyż z seniorskiej kadry Betardu Sparty obecny był jeszcze tylko Zbigniew Suchecki. – Trening był bardzo udany. Nawierzchnia przygotowana była bardzo dobrze i mieliśmy okazję potrenować naprawdę intensywnie. I pojeździliśmy indywidualnie, i trochę się pościgaliśmy – nie ma na co narzekać! – stwierdził Jędrzejak na oficjalnej stronie klubu.

Najbliższe dni będą niezwykle intensywne dla wrocławian. Późny wyjazd na tor sprawił, iż sztab szkoleniowy Betardu Sparty planuje po dwa treningi dziennie. Wszystko po to, aby żużlowcy byli jak najlepiej przygotowani do niedzielnej inauguracji ligi z Unibaksem Toruń. –  Myślę, że w tygodniu pojeździmy naprawdę wystarczająco, żeby dobrze wejść w sezon w Toruniu. Pogoda powoli się poprawia, a prognozy są zachęcające. Wiadomo, że nie mamy za sobą jeszcze żadnych sparingów, ale wykorzystamy ten tydzień do maksimum. Przede wszystkim powinniśmy cieszyć się jazdą – dodał kapitan drużyny ze stolicy Dolnego Śląska.

Jędrzejak, dla którego miniony sezon był niezwykle udany, niedawno wyleczył kontuzję kolana. Zawodnik Betardu Sparty nabawił się urazu podczas zimowego zgrupowania reprezentacji Polski w Zakopanem. – Wracam po kontuzji, która była dla mnie dość uciążliwa, ale teraz nie mam żadnych kłopotów ze zdrowiem. Uporałem się z urazem i z optymizmem patrzę w przyszłość – podsumował żużlowiec.

wts.pl