Archiwum dla Listopad, 2017

Gdy czytam o buncie żużlowców, mam wrażenie, że PGE Ekstraliga zachowuje się jak Krzysztof Kononowicz. Więcej takich działań panów w marynarkach i spełni się obietnica wyborcza Kononowicza. Nie będzie niczego.

Problemem każdego sportu są działacze, którzy uważają, że są ważniejsi od dyscypliny. To błąd, bo bez żużlowców nie byłoby PGE Ekstraligi i spółki zarządzającej rozgrywkami. Wojciech Stępniewski jest najwyraźniej innego zdania. Jak to napisał na Twitterze, „reklamy z kolei są własnością klubu, bo to klub organizuje mecz”. Aha, a w meczach jeżdżą krasnoludki. Ale po kolei…

Furorę w internecie robi grafika porównująca piłkarzy do żużlowców. Brawa należą się temu, kto ją wymyślił. W prostszy sposób nie dało się zobrazować absurdów, jakie w ostatnich latach panują w PGE Ekstralidze.

Fajnie, że sternicy ligi potrafią wynegocjować nowy, lepszy kontrakt telewizyjny. Bo to dodatkowe pieniądze dla klubów. Fajnie, że liga ma sponsora tytularnego w postaci PGE. Tylko jakim kosztem? Kolejnych obostrzeń, na których nie tracą kluby, nie tracą działacze, a tracą zawodnicy. Czyli te osoby, które tworzą ten sport. Osoby, bez których żużla by nie było.

Ekstraliga na każdym kroku stara się podebrać zawodnikom okazję do zarobku. W regulaminie nie ujęto kwestii pokazywania się z bidonami w trakcie transmisji telewizyjnymi, więc bach! Nie można! Nie będzie nam zawodnik zarabiał na tym, że potrafi sobie znaleźć sponsora, który chce się prezentować na jego bidonie. Może czasem paradowanie z napojem przy okazji wywiadu było śmieszne, ale przekładało się na konkretne profity dla żużlowca. Teraz tego nie będzie. Tylko czekać aż Ekstraliga pójdzie z pomysłem w drugą stronę. Obowiązek prezentowania bidonu któregoś ze sponsorów. Bo akurat podpisze umowę z jakąś firmą produkującą energetyki albo napoje izotoniczne.

Zawodnik jest operatywny i potrafi sobie znaleźć sponsorów indywidualnych, ale nie poinformuje o tym klubu. Co go za to spotka? Za to, że potrafi biegać od drzwi do drzwi i przekonywać do siebie firmy? Ano, kara. Musi oddać 2/3 zarobionej w ten sposób kasy. Kuriozum. Umowy sponsorskie podpisane na dłużej niż sezon 2018 tracą ważność? Aha, a podobno prawo nie działa wstecz.

Fajny jest też punkt mówiący o tym, że zawodnik na życzenie ligi musi napisać raport marketingowy, czyli żużlowiec musi zrobić coś, za co liga musiałaby płacić grube pieniądze. Bo przecież skąd biedny zawodnik, który ma się znać na skręcaniu w lewo, ma mieć wiedzę o marketingu? Oczywiste, że musi taki raport zamówić w jednej z firm, a to kosztuje. Ekstraliga, korzystając z regulaminu, poprosi o taki papierek i ma wszystko gotowe. Sama nie musi zamawiać dokumentów, raportów, wydawać na nie pieniędzy. Czysta oszczędność.

Śmieszne są ingerencje PGE Ekstraligi w gadżety zawodników (pod groźbą kary 500 tys. zł!), śmieszne jest karanie zawodnika obcięciem mu części pensji w przypadku przegranej drużyny. Chyba powoli wiem, o co chodziło, gdy parę tygodni temu Ekstraliga przy okazji dopingowej wpadki Grigorija Łaguty twierdziła, że żużel to rozgrywki indywidualne. Bo wychodzi na to, że jedziemy o Drużynowe Mistrzostwo Polski, ale jak przychodzi do karania, to robimy to indywidualnie. Bo to wina pojedynczego żużlowca, że zrobił 18 punktów w sześciu startach, a jednak jego ekipa przegrała. Za to utniemy mu 5 proc. z punktówki.

Absurdy w regulaminie można wyliczać bez końca. Część z nich nie jest nowa, ale w końcu żużlowcy nie wytrzymali i powiedzieli „dość”. Ja ich rozumiem. Oczywiście, zapisy sformułowano tak, że klub może karać, nie musi. Zbyt długo jednak siedzę w polskim żużlu, by wiedzieć, że większość prezesów szybko z nich jednak skorzysta. W końcu po coś tam te zapisy umieszczono.

Inna kwestia, czy prezesi są naprawdę tak głupi? Zabiorą zawodnikom miejsca reklamowe, będą wymagać płatnych raportów i cudów na kiju, to żużlowcy podwyższą stawki w trakcie zimowych negocjacji. Każdy kij ma dwa końce. Co niektórzy zrezygnują też z uprawiania tego sportu. A wtedy dojdziemy do sytuacji, w której nie będzie kogo karać.

Reklamy