MotoGP od kuchni

11130183_1085111074850348_2480894407831193402_n
Stało się. Po raz drugi w życiu będę akredytowany jako dziennikarz na wyścig MotoGP. Tym razem przy okazji Grand Prix Katalonii w Barcelonie, które odbędzie się 12-14 czerwca. To dobra okazja, aby wspomnieć moją pierwszą przygodę z pracą jako „media” przy MotoGP.

W zeszłym roku byłem akredytowany jako dziennikarz na wyścig o Grand Prix Czech w Brnie. Początkowo nie wierzyłem, że to się uda. W Polsce MotoGP to sport niszowy, nie mamy żadnego reprezentanta nawet w mniejszych kategoriach jak Moto2 czy Moto3. Jednak nic nie szkodziło wysłać mi maila z pytaniem czy polska redakcja otrzyma akredytację… I tak się zaczęła korespondencja, która zakończyła się sukcesem.

Czy proces akredytacyjny na zawody MotoGP jest skomplikowany? I tak, i nie. Jako osoba, która wcześniej zdobywała akredytacje właściwie tylko na zawody żużlowe, początkowo byłem trochę zaskoczony. Na kilka tygodni przed wyścigiem, na który staramy się o akredytację, portal jest sprawdzany pod kątem newsów z kategorii MotoGP. Gdy przejdzie przez tę kontrolę, otrzymuje się wnioski akredytacyjne. W nich trzeba zamieścić co najmniej pięć tekstów napisanych na temat MotoGP w ostatnim czasie. Do tego niezbędne są dane portalu z Google Analytics.

Mam to szczęście, że współpracuję z portalem SportoweFakty.pl, który jest jednym z największych w Polsce i liczba odwiedzin/odsłon wygląda imponująco. Dlatego pewnie Hiszpanie z firmy Dorna, która zarządza serią MotoGP, nie mieli obaw przed przyznaniem akredytacji. Gdybym pisał dla jakiegoś małego portaliku, to pewnie pocałowałbym klamkę zaraz na starcie. Gdy już się wypełni wniosek, zostaje załatwić potwierdzenie od Redaktora Naczelnego, że jest się pracownikiem danego portalu i można wysyłać papierek… Potem pozostaje czekać na decyzję.

Odbiór akredytacji… W Brnie zostało to rozwiązane w kiepski sposób. Wejściówki odbierało się w siedzibie urzędu miejskiego, który mieści sie z dala od toru. Dlatego przyjeżdżając do miasta, musiałem jechać najpierw po wejściówki, a dopiero potem wracać się na tor, aby oglądać piątkowe treningi.

Mając plakietkę „media” można spokojnie wejść na padok MotoGP, gdzie można przechodzić obok boksów zawodników MotoGP, Moto2 i Moto3. Przy wejściu do padoku służby zczytują kod kreskowy z wejściówki, to samo dzieje się przy wychodzeniu. Ma to przeszkodzić jakimkolwiek kombinacjom, wynoszeniu plakietek i wprowadzaniu innych osób do padoku.

Plakietka „media” pozwala wejść do centrum prasowego, gdzie znajdują się stanowiska dla komputerów oraz multum telewizorów. Jest też miejsce, gdzie na bieżąco drukowane są czasy zawodników i komunikaty prasowe, np. dotyczące stanu zdrowia zawodnika po upadku. Dlatego będąc w biurze prasowym w trakcie całego dnia, nic nam nie umknie. Na monitorach można na żywo oglądać wyścig MotoGP, mając podgląd na czasy, ujęcia z kilku kamer, itd. Minus tego rozwiązania jest taki, że centrum prasowe przeważnie zlokalizowane jest w okolicach prostej startowej. Dlatego zostaje nam oglądać rywalizację tylko w telewizorach, nie słyszymy charakterystycznego ryku motocykli i jak dla mnie było to takie lizanie lodów przez szybę. W efekcie przez cały weekend w Brnie szukałem „swojego” miejsca. Treningi oglądałem na jednym zakręcie, kwalifikacje z biura prasowego, wyścig znowu innego miejsca. Nie wiem jak to będzie rozwiązane w Barcelonie, ale też wolałbym usiąść gdzieś na zakręcie i widzieć zawodników na torze, a nie przez szybę budynku biura prasowego.

Na tym właśnie polega największa różnica pomiędzy akredytacją „media” a „foto” podczas MotoGP. Fotografowie mogą dojść aż do bandy okalającej tor, więc zawodników mają na wyciągnięcie ręki. Jednym słowem – jeszcze większe przeżycia, jeszcze większe emocje. Aby ułatwić pracę fotografom, w Brnie pomiędzy zakrętami jeżdżą specjalne busy, do których może wejść każdy z fotografów i w ten sposób łatwo może przemieścić się na inny zakręt i mieć inne ujęcia z toru. Jeśli ktoś woli spacer, może sobie spacerować wokół bandy.

10557185_922607744434016_3990474967474571369_n

Po wyścigu najlepsza trójka zawodników udaje się na konferencję prasową. Ponadto zawodnicy są dostępni dla mediów o wyznaczonych porach w swoich motorhome’ach. W Brnie nie miałem okazji sprawdzić jak to wygląda, czy dużo dziennikarzy udaje się na takie prywatne pogawędki, czy łatwo się dostać do zawodnika, bo spieszyłem się w drogę powrotną do Polski. Na pewno najwięcej luzu na padoku można zauważyć po piątkowych treningach. Sam wtedy dorwałem Marca Marqueza i zrobiłem sobie z nim pamiątkowe selfie, Valentino Rossi przez dobre pół godziny rozdawał autografy. Oczywiście, zdarzają się też tacy zawodnicy, którzy od razu spod prysznica uciekną kibicom. Tak w Brnie zrobiłby chociaż Jorge Lorenzo. Pod boksem Hiszpana było mnóstwo kibiców, ale ten wsiadł na skuter, nie podpisał ani jednego autografu i uciekł z padoku.

Czy w Barcelonie to wszystko będzie wyglądać podobnie jak w Brnie? Wydaje mi się, że tak. Firma Dorna raczej wypracowała pewne standardy podczas organizacji wyścigów MotoGP i gorzej nie będzie. Dla mnie pobyt na torze Catalunya będzie realizacją marzeń połączoną z wakacjami… Lepiej chyba być nie może.

ASD

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s