O talencie i jego braku

8133568359_69b31e3d25_o

Przedstawicieli świata sportu możemy podzielić na kilka kategorii. W pierwszej, chyba najmniej licznej, znajdziemy tych, którzy od zawsze mieli wrodzony talent do danej dyscypliny i osiągnęli sukces. W drugiej mamy tych, którzy tytaniczną pracą zdobyli dużo. W trzeciej, niestety chyba najliczniejszej, znajdziemy osoby, którym tego talentu lub ciężkiej pracy zabrakło. Życie pokazuje jednak czasem, że łatwo przeskoczyć z jednej grupy do drugiej.

Świat piłki nożnej jest od kilku lat zdominowany przed rywalizację na linii Leo Messi – Cristiano Ronaldo. Obaj biją kolejne rekordy, niekiedy wykreślając siebie nawzajem ze statystyk, wywołując u obiektywnych obserwatorów (są tacy?) pytanie – ile rekordów jeszcze mogą pobić, kiedy w końcu nadejdzie granica ich wytrzymałości. Tej na razie nie widać, przy czym Argentyńczyk od zawsze ma opinię tego grzecznego chłopca. To on ma wrodzony talent do piłki, nie skupia się na swoim wizerunku pozaboiskowym. Portugalczyk jest tym gorszym. Nie tylko w kwestii talentu, ale też zachowania na boisku. Sam jestem zdania, że być może CR7 otrzymał nieco mniej talentu od losu, ale wiele osiągnął tytaniczną pracą. Słynne są już anegdoty o tym, jak zawodnik Realu Madryt zostaje po treningach, aby dodatkowo trenować rzuty wolne, że robi dziennie setki brzuszków, że ma idelnie dobraną dietę, w której nie ma miejsca na złe cukry i tłuszcze, że w jego apartamencie funkcjonuje komora kriogeniczna, dzięki której może szybciej regenerować siły po meczach.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o sportowców najbardziej czczonych. W świecie piłki nożnej, gdzie obraca się milionowymi kwotami, bardzo łatwo jednak o skrajności. Luka Modrić, swego czasu reżyser gry Tottenhamu Hotspur, zachwycał swoją grą całe Wyspy Brytyjskie. Jednak nieudane próby awansu ze „Spurs” do Ligi Mistrzów sprawiły, że Chorwat postanowił zmienić otoczenie. Latem 2012 wybrał Real Madryt i się zaczęło. Granie w końcówkach meczów, opinia najgorszego transferu roku w La Liga i wróżenie szybkiego wylotu z ekipy „Królewskich”. Tak było na przełomie 2012 i 2013 roku. Chorwata nikt jednak nie skreślił i począwszy od meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów, w których pomógł on „Królewskim” wyeliminować Manchester United, powoli piął się w górę. Teraz Modrić jest głównym architektem gry Realu, świetnie łączy defensywę z ofensywą, a Santiago Bernabeu już kilukrotnie skandowało jego nazwisko, co nie jest zbyt częstym zjawiskiem w stolicy Hiszpanii. Dość powiedzieć, że w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów, w którym Real mierzył się z Borussią Dortmund, chorwacki piłkarz wykonał 73 podania, z czego 91 proc. było celnych, miał jedną asystę, cztery dryblingi i trzy wślizgi. Od zera do bohatera. Świetna metamorfoza, dzięki wierze we własne umiejętności i ciężkiej pracy.

Jednak nie tylko w piłce nożnej łatwo o przykłady takiej przemiany. W moim ukochanym żużlu też jest ona możliwa. Nie wiem jak potoczą się dalsze losy Martina Smolinskiego w Speedway Grand Prix, ale Niemiec w sobotę zrobił więcej, niż miał dokonać przez cały sezon. Nigdy nie robił furory w najważniejszych ligach, nie odnosił sukcesów jako młodzieżowiec, w elitarnym gronie mistzostw świata przyszło mu debiutować jako 29-latek. Do tego miał cały świat przeciwko sobie, bo opisał prawdę o locie żużlowców i mechaników do Nowej Zelandii, przez co w hermetycznym środowisku zawrzało. Pogawedkę na ten temat ze Smolinskim urządził sobie nawet Chris Holder, a Niemiec i tak nie poszedł na kompromisy. W Auckland walczył, wjeżdżał gdzie inni się bali, co też doprowadziło do jego upadku i kontuzji Darcy’ego Warda. Wszystkim, którzy zapowiadali „olimpiady” Smolinskiego, niemiecki zawodnik pokazał środkowy palec.

I z wypiekami na twarzy pozostaje nam czekać na kolejny turniej SGP w Bydgoszczy. W nim Smolinski już nie zrobi takiego efektu „wow”. Rywale na pewno będą się starali pokazać mu miejsce w szeregu, a on, pomimo zwycięstwa w Auckland, ponownie nie będzie faworytem. Już teraz można wyczytać komentarze, że zwycięstwo Niemca było przypadkowe, że długi tor w Nowej Zelandii nie jest miarodajny i wkrótce życie sprowadzi Smolinskiego brutalnie na ziemię. Być może. Szanse na to wynoszą 50 procent. Takie same są szanse, że Smolinski będzie odkryciem sezonu i będzie się liczyć w walce o czołowe lokaty. Bo kto przed rokiem stawiał na tytuł Taia Woffindena? Też po pierwszych udanych występach Brytyjczyka dało się słyszeć podobne głosy – że to przypadek, że w końcu przyjdzie kryzys formy.

Nie wiem jak będzie ze Smolinskim, ale na pewno będzie miał moje wsparcie, jak i wielu innych kibiców, którzy doceniają, iż pojawił się ktoś, kto próbuje rozruszać skostniałe towarzystwo jeżdżące pod szyldem SGP.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s